Start Historia szkoły Prof. Stanisław Pawłowski we wspomnieniach
Prof. Stanisław Pawłowski we wspomnieniach Drukuj Email
poniedziałek, 08 listopada 2010 00:00

Wspomnienia o Prof. Stanisławie Pawłowskim

 

Jak wspominała żona Ewa Wanda Pawłowska Stanisław „...w pierwszych latach szkoły średniej w Samborze chował się w bursie. Od wyższych klas gimnazjalnych usamodziel­nił się; korepetycjami zarabiał na utrzymanie, odkładając jeszcze nieco grosza na waka­cyjne wędrówki, a nadto zdobywał doświadczenie pedagogiczne. W czasie wakacji, jako ubogi młodzieniec przemierzał z workiem na grzbiecie dostępne mu wówczas szlaki zie­mi polskiej. Przyciągały go nade wszystko góry; a więc Babia Góra, Tatry, Pieniny, Biesz­czady, Gorce, Czarnohora; docierał nawet do Siedmiogrodu. W tym samotnym, pełnym hartu i odwagi młodzieńcu wyrabiała się niezłomna wola, umiłowanie ziemi, poznanie jej bogactwa i piękna, a równocześnie rósł w nim i dojrzewał przyszły geograf...".

 

W pamięci profesora Eugeniusza Romera, słynnego kartografa, Stanisław Pawłow­ski zachował się ... „jako wysoce zdyscyplinowany asystent zachowujący, mimo rodzinnej atmosfery w Instytucie, tzw. „dystans" wobec profesora, przez długie lata nie przecho­dząc z nim na „ty". Wobec młodszych kolegów, otoczony powszechnym szacunkiem i uzna­niem, zachowywał pełne swobody postępowanie, ale nie zwykł zawierać łatwych przyjaź­ni."

 

Jak podaje prof. Władysław Szafer z Uniwersytetu Jagiellońskiego, „...z początku Pawłowski wydał mi się chłodny i bardzo poważnie spoglądający wzrokiem krótkowidza spoza swoich »cwikerów«. Dopiero po jakimś czasie okazało się, że Staszek lubi się poś­miać i na nasze przyjacielskie docinki odpowiadać z temperamentem. Był przemiłym to­warzyszem na wycieczkach, w mieście zaś umiał po pracy zabawić się w kole przyjaciół”.

 

Jak wspominała prof. Maria Czekańska Profesor Stanisław Pawłowski „...nadał geo­grafii nowy kierunek, był jej życiem, a dla każdego nauczyciela geografii - najserdeczniej­szym przyjacielem i opiekunem. Pouczał nie moralizując, mądrze doradzał i pobudzał do współpracy..."

 

Profesor był wymagającym na seminariach i repetytoriach oraz kładł duży nacisk na kontakt z terenem w czasie wycieczek geograficznych. Jak wspominała w audycji radiowej programu I Polskiego Radia w dniu 21 czerwca 1973 roku pani N. Bogu­sławska: „...Jak były deszcze, to szliśmy w deszcz, jak bagno, to na bosaka, jak nie było obiadu, to bez obiadu... Profesor uczył mnie Polski. Chciał mi ją dać całą. Ze wszystkim. I z tym ponurym bagnem i ową jałową wydmą i tym jeziorkiem i tamtą ubogą wioską. Stąd ten jego niespożyty entuzjazm, z taką potęgą przelewany w młode dusze jego uczniów…”

 

Jeden z młodszych uczniów Stanisława Pawłowskiego - dr Jerzy Młodziejowski, który co prawda geografię zdradził dla muzyki, tak opisał w roku 1946 Profesora: „... Był czło­wiekiem nauki, niezapomnianym przyjacielem studiującej młodzieży. Surowy dla siebie i uczniów miewał chwile nieopisanej serdeczności, gdy przebywał wśród młodych. Top­niała wtedy zewnętrzna oschłość, uśmiech rozjaśniał Mu twarz, a z piersi płynęła w świat prześlicznym tenorem rodzima polska piosenka. Zapatrzeni w Jego olśniewające dobro­cią i pogodą oblicze czuliśmy, że Jego zapał, Jego przykład stają się nam bardziej bliskie, bardziej dostępne. Kochaliśmy Go bez granic za surowy i sprawiedliwy osąd naszych chwiejnych dróg w nauce i w życiu, za sentyment dla Rodziny i spraw wyższych aniżeli proste przyjemności. Kochaliśmy Go za serce dla spraw uczucia, a wreszcie kochaliśmy Go wszyscy dla Niego Samego...".

 

 

Z czasów jego pobytu w więzieniu zachowały się wspomnienia jego współwięźnia, prof. Kazimierza Tymienieckiego. Opisał on szczegółowo warunki pobytu w więzieniu na Młyńskiej. M.in. podał, że po przybyciu do mojej celi prof. Stanisław Pawłowski „...ze stoicyzmem poddał się swemu losowi i »nie łudząc się szybkim zakończeniem sprawy« zajął miejsce w ciasnym przejściu na sienniku. Siennik prof. Pawłowskiego leżał tuż przy mojej pryczy, stąd wieczorami rozmawialiśmy nieraz dość długo. Dopiero dnia 21 paź­dziernika, po wyjściu jednego ze współwięźniów, profesor Pawłowski dostał wreszcie swoją pryczę. Profesor Pawłowski, jako geograf dużo podróżował i dużo widział. Umiał też opowiadać i robił to chętnie. Pełnił rolę samary­tanina wobec katowanego więźnia z naszej celi. W celi był głównym dyrygentem gimnastyki szwedz­kiej, która została z czasem zabro­niona. Profesor Pawłowski uzna­wał mój przywilej rozpoczynania wstawania i mycia się przed inny­mi, ale ściśle przestrzegał drugiej kolejki. Wynalazkiem osobistym profesora Pawłowskiego było tzw. »młynkowanie«, które miało dopo­móc do wietrzenia celi przy pomo­cy wirujących ręczników. Na ogół mogę powiedzieć, że profesor Paw­łowski należał do ludzi znoszących dobrze reżym więzienny. Ten były rektor uniwersytetu nie wzdragał się przed najpośledniejszymi na­wet czynnościami. Jak można było się tego spodziewać był człowiekiem silnym, który mógł jeszcze innych podtrzymywać na duchu. W czasie musztry więziennej wy­padki bicia więźniów zdarzały się dość często i to z błahych powo­dów, ale nie zdarzyło się, aby wach­mistrz wystąpił czynnie przeciwko któremuś ze »starszych panów« z grupy politycznej. Najgorszym jed­nak dla osobistego poczucia był ciążący na nas stan jakby »nieruchomości« naszych spraw, w od­różnieniu od wielu osób opuszcza­jących celę w tym czy w innym kie­runku..."

 

Kolejne wspomnienia Jego współwięźnia pana Jana Chrzanowskiego z Poznania. „...Cela mieściła się w przyziemnym korytarzu... pierwsza od wnęki, gdzie normalnie rozstrzeliwano w pojedynkę. Wśród nas był już profesor Pawłowski. Był do ostatniej chwili bardzo zrównoważony, opanowany, spokojny, podtrzymywał nas na du­chu, był bardzo koleżeński. Wiedział, że każdego z nas każdej chwili mogą zabrać i wte­dy... koniec. Przecież nie było jednego dnia, by nie dochodziły nas odgłosy strzałów... ale słyszeliśmy też egzekucje zbiorowe i... obserwo­waliśmy załadowywanie zabitych na ciężarów­kę. Dni wlokły się w wiecznym niepokoju i nie­pewności. Profesor Pawłowski codziennie przez 2 godziny opowiadał nam o swych rozlicznych podróżach. Te jego wykłady, niezmiernie cie­kawe i żywe, przenosiły nas w inne czasy, wy­zwalały nas z koszmaru chwili. Niedługo to jed­nak miało trwać... W dniu 6 stycznia 1940 roku po południu o godzinie 15, profesor Pawłowski został wyprowadzony z celi z kilkoma więźnia­mi przez »rudego majora« (Gestapo) w asyście komendanta obozu i jego adiunkta... Mniej wię­cej po kwadransie usłyszeliśmy salwy karabinowe. Następnego dnia rano na ciężarówkę wrzucono 43 ciała osób rozstrzelanych w poprzed­nim dniu, a na stercie odzieży, wyróżniały się charakterystyczne żółte turystyczne buty Pro­fesora Pawłowskiego, które zakupił w czasie wędrówki we wrześniu 1939 roku..."

 

 

 
men cke oke ko
powiat miasto jaslo4u jaslonet
optimeks  Trafunek    

Twoja przeglądarka jest zbyt stara aby zobaczyć co tutaj jest!